sobota, 17 grudnia 2016

Prolog


Późnym wieczorem przez park spacerowała para składająca się z wysokiego mężczyzny w średnim
wieku, jego włosy mają barwę czerni oczy zaś są niebieskie. Jego ubiór składa się z jasno
fioletowego płaszcza, białej koszuli, czarnych spodni, butów i kapelusza. A na dłoniach miał
rękawiczki, szedł z pewną elegancją i wytwarzał wokół siebie aurę mistycyzmu. Obok niego szła
maksymalnie siędemnastoletnia dziewczyna średniego wzrostu. Jej długie włosy sięgają kolan i są
kasztanowego koloru. Oczy były piwne, delikatny makijaż wokół nich dodawał im uroku, a słodki
uśmiech pokrytych szminką ust był kuszący. Ubrana była w standardowy żeński mundurek
akademii Kouo. Nie posiadała szczególnego ciała zarówno przód jak i tył był przeciętny jednak,
wokół niej można było wyczuć dziwny głód... Coś sprawiało że im bliżej się znajdowało jej osoby
tym bardziej chciało się ją wziąć. Głos jakim mówiła i się śmiała stanowiło niesamowicie silny
urok.
-Ise-chan - spojrzał na nią mężczyzna z uśmiechem. Rozjaśnił tym swoją dotychczas nietypową
aurę. Dziewczyna spojrzała na niego z lekkim rumieńcem. Uwielbiała, jak ją tak nazywał.
-T-tak?! - zająknęła się. W jej sercu panowała burza różnych emocji. M... może właśnie nastąpi ich
pierwszy pocałunek! Takie piękne niebo, park... Całkiem romantycznie. Ten nagle ją objął, coś
błysnęło a ona poczuła ból spojrzała w dół i w lewej części podbrzusza tuż nad miednicą miała
wbity dziwny miecz, jej chłopak nagle zaczął kierować ostrze pod skosem ku jej prawemu
ramieniu. Chwilę później przeciął jej kręgosłup momentalnie straciła czucie w nogach i gdy miała
upaść on chwycił ją za włosy przy samej głowie dzięki czemu utrzymał ją w pozycji stojącej. Nagle
szarpnął mocniej ręką i prawie odrąbał jej kończynę górną... puścił ją, upadła na zimną drogę.
Leżała w kałuży własnej krwi, spróbowała unieść głowę ale brakło jej sił, z trudem uniosła ramię i
ujrzała krew... Skojarzyła to z okresem a okres z kobietami co od razu przywiodło jej na myśl te
piękne piersi szkarłatnowłosej Bogini Seksu.... Tak na sam koniec życia zapragnęła być z Rias
Gremory to ją wzywało jej serce. Wówczas coś poczuła... Uroczy zapach musnął jej nos. Powieki
coraz bardziej jej opadały, lecz usłyszała ten cudny głos. Delikatny, wdzięczny, a zarazem dostojny.
Ujrzała szkarłatne kosmyki włosów. Uśmiechnęła się delikatnie, ostatkami sił. Wówczas też ujrzała
te proste, lecz zawiłe słowa...
-Służ dla mnie.
***
Obudziła się z pomrukiem niezadowolenia. Wszystko ją bolało. Całe ciało, nawet oczy. Poczuła
niesmak w ustach i coś metalicznego. Krew? Skrzywiła się. Tak jasno w pokoju... Warknęła pod
nosem i odwróciła się na drugi bok. Poczuła przyjemne, miękkie uczucie na swej twarzy i dwa
stwardniałe wypukłości. Powąchała. Ręce zaczęły mimo ociężałości wędrować ku górze i wówczas
usłyszała ten głos.
-Och, obudziłaś się.
Miękkości się odsunęły, a ich posiadaczka usiadła na skraju łóżka z kuszącym uśmieszkiem i
przymrużonymi oczami. Bogini seksu w szkarłacie.
Rias Gremory.
W dodatku naga.... Naga. Naga!!
Ise pociekła ślinka na ten widok, co wywołało niezręczny wyraz twarzy u Rias Gremory.
- C-ccc...co s-ss..się d-dzi..dzieje?? - spytała szatynka.
- Biedactwo, skołowana jesteś czyż nie? - przekrzywiła głowę i założyła ręce na piersi. A w
zasadzie pod piersi. Przez co te były takie jakby jeszcze większe. Ise poczuła coś między nogami...
- Cóż... Najprościej mówiąc jestes demonem - powiedziała prosto z mostu z szczerym uśmiechem
- D...demonem... - szepnęła skołowana
- Demonem - potwierdziła kiwnięciem głowy.
- Dlatego ten zwis świetlny zwany słońcem tak bardzo mnie osłabia że czuję jakbym ważyła tonę a
to dziwne bo wczoraj jak się ważyłam to miałam pięćdziesiąt kilka kilo... - mruknęła w duszy czując
że to co mówi jej rozmówczyni jest prawdą.
- Być może - wzruszyła ramionami, przez co piersi jeszcze bardziej podskoczyły. - Wskrzesiłam
cię, dzięki specjalnym pionkom. Od dziś jesteś sługą należącym do mnie, swej pani, dobrze?
- N-nie wiem czemu ale czuję od ciebie coś odmiennego zupełnie jakbym była czymś podobnym
ale podczas gdy ty skręciłaś w prawo ja poszłam na wprost... - zamruczała pod nosem niewiedząc że
diabły mają doskonały słuch...
- Hmmm może dlatego też, że jesteś specjalna - pochyliła się nad Ise, uśmiechając.
- C...co masz na myśli?
- Jesteś unikalnym gatunkiem, rasą, odmiana diabła nazwij to jak chcesz... ale jedno jest pewne nie
wiele wiem o tobie po za tym że coś się w tobie obudziło spójrz na swoją klatkę piersiową... -
odpowiedziała szkarłatnowłosa.
- KYAAAAAAAAA! - wykrzyczała gdy dostrzegła, że ma piersi równe jak nie większe niż te
Akeno!
- Mogę dotknąć? - spytała Rias. Po jej minie nie było widać jakichś zboczonych intencji, prędzej to
badawcza ciekawość ją pchnęła do zadania tego pytania.
- D... dobrze - powiedziała zakłopotana. Wolałaby macać niż być macaną.
- Mięciutkie... i wspaniałe... sądząc po teksturze twojej skóry jej delikatności, twojej wrażliwości
oraz zapachu. Masz sporo z demonów nieczystości innymi słowy jesteś albo sukkubem albo
inkubem lub ich hybrydą. Twoja krew musiała się obudzić przez pionki... Nigdy nie sądziłam że
dam radę spotkać zapomnianą linię demonów w Japonii wygląda na to że miałaś w rodzinie
minimum dwa diabły. - zaczęła ją macać i analizować
- Um... Em.. Gre... Ria...
- Mów mi Buchou.
- Więc Buchou... Jak dalej będziesz robić... - powiedziała czerwona, podkulając nogi.
- Ach rozumiem. Hmmm. Z ciekawości. Sukuby i Inkuby sprawnie posługują się swym ciałem do
manipulacji. Umiałabyś je zmniejszyć lub nawet zwiększyć?
Ona chyba sobie nie zdaje sprawy, że to mi nie pomaga... Pomyślała Ise, patrząc w dół na swe nogi,
a w zasadzie krocze.
- T-to p-powiększenie n-nie b-było c-celowe... N...niewiem c-czy p-potrafię... - odpowiedziała
zakłopotana
- Hmm... Rozumiem. Cóż. Zobaczymy jeszcze. Czeka cię wiele pracy i nauki - uśmiechnęła się
niewinnie.
- R... rozu... aaaała! - chciała wstać i się chociaż trochę ogarnąć, lecz jej szczęściem potknęła się i
upadła wprost na szkarłatnowłosą, która w efekcie jęknęła z bólu. Stoczyły się obie z łóżka na
podłogę, Ise na górze, Rias na dole. Wtem dało się słyszeć pukanie do drzwi. Stanęła w nich matka
Ise. Szatynka skamieniała, a jej pani zrobiła znak pokoju i powiedziała - Dzień dobry mamo...
- ...Kochanie! Naszej córce urosły cycki! I jeszcze wyrwała jakąś rudowłosą piękność! Jakmyśmy ją
wychowali?! - zatrzasnęła drzwi. Dało się słyszeć przekrzykiwania w różnych kwestiach od
wyzywania się, czyje to geny, po teksty typu "Co sąsiędzi pomyślą".